Nie przejmuj się tak, Tato. Ja już nie wierzę ani w wielkanocnego zajączka, ani w Brufani, ani w świętego Mikołaja. To nic nie znaczy, że nie wierzę też we Franky'ego Furbo. Jak mam mu wytłumaczyć? — Jeśli koniecznie tego chcesz, zgoda. A zatem, strażnicy ognistej kuli nie powrócili przez szczelinę w czasoprzestrzeni na swą ojczystą planetę w innej galaktyce, w innym wszechświecie. Zawrócili i skierowali się ku Ziemi, przeprowadzili przez kanał Climus potęgę białej śmierci i z wielkim okrucieństwem podpalili wszystko. Spalili las, w którym mieszkał Franky ze swymi przy­ jaciółmi. Wszyscy spłonęli, obrócili się w biały popiół. Zanim l''ranky zdołał pomyśleć o tym, by w coś się zmienić, zmniejszyć sit,- lub uciec albo odlecieć na Bambie, wszystko się skończyło. Mieszkańcy Climus spojrzeli na swoje dzieło, na zniszczenie, lakiego dokonali, i nawet ich ogarnął smutek. To był koniec. Po wielu latach walki, wielu próbach powstrzymania Franky'ego od c/ynienia dobra i udzielania pomocy mieszkańcom wszyskich pla-nci, wreszcie odnieśli sukces.